ZAMIEŃ UDAŁO SIĘ.. NA ZROBIŁEM TO !!!

JEŚLI NIE WIERZYSZ W TO,ŻE MOŻESZ WYGRAĆ,PRZEGRASZ,ZANIM ZACZNIESZ BIEC

 

Zamień uda się na… I made it! – czyli słów kilka o motywacji słownej

 

Zapewne wielu z Was, którzy przebiegli niedzielną Wrocławską Dychę pomyśleli na mecie – uffff….udało mi się! Ale czy naprawdę się udało?? Ktoś ten dystans przebiegł za Was? Czy poświęciliście czas na treningi i wyrzeczenia, żeby ten bieg przebiec?

Dlaczego „udało mi się“? A nie „Ja zrobiłem!“- „I made it! I did it!” – jakby powiedzieli Amerykanie.

 

Wielokrotnie byłem świadkiem wielu rozmów menedżerskich, spotkań, konferencji i zebrań, na których bardzo często słyszałem stwierdzenia typu: „Przez ostatni kwartał udało nam się pozyskać trzech nowych klientów”, „Dzięki wsparciu kolegów z działu informatycznego udało nam się zakończyć projekt zgodnie z planowanym harmonogramem”. Przykłady mógłbym mnożyć godzinami. I nie tyczą one się tylko spraw zawodowych, ale także życia codziennego. Od małego słyszymy: „Jak ładnie udało ci się to narysować”, „Gdyby tylko udało ci się dostać na te studia”, „Udało mi się zdać ten egzamin” itp. itd. A jeszcze są moje ulubione dywagacje sportowych komentatorów: „Udało nam się zremisować!”, „Udało nam się dojść do finału”…

 

To w takim razie czym jest owe „udało się”? Przychylnością niebios? Cudownym zrządzeniem losu? Idąc dalej, jaki ono ma wpływ na komunikację i motywację? Obserwując moje najbliższe otoczenie, doszedłem do wniosku, że „udało się” ma swoje przełożenie na wszelkiego rodzaju sukcesy, działania bądź pracę.

 

Nasze słowa odzwierciedlają sposób, w jaki myślimy, postrzegamy siebie i świat. Dlatego od pewnego czasu „udało mi się” wyrzuciłem z mojego słownika. Zastąpiłem je słowami „zrobiłem to”! I nie jest to tylko zmiana nazewnictwa, ale także zmiana mentalna, która jest już znacznie trudniejsza do wprowadzenia w codziennym życiu.

 

Pomiędzy słowami „udało się” a „zrobiłem” jest potężna przepaść komunikacyjna i charakterologiczna, niosąca ze sobą duży ładunek emocjonalny, mówiący niezwykle wiele o człowieku. Czyż nie jest prawdą, że kiedy mówimy o tym, że coś się nam udało, traktujemy to w kategoriach czegoś, na co nie do końca zasłużyliśmy, ale takim a nie innym zbiegiem okoliczności otrzymaliśmy? Coś, w stosunku do czego sami nie byliśmy przekonani, pewni na 100%, że to, co robimy, ma sens i przyniesie zamierzony efekt? Dlaczego sami tak bardzo umniejszamy swoje osiągnięcia? Czy to brak pewności siebie, przesadna skromność, mentalność przegranego? Dlaczego tak trudno zmienić nam myślenie, że zasługujemy na coś, że nasza ciężka praca i wysiłek owocują konkretnym efektem?

 

A teraz popatrzmy na to z innej strony. Jakie są konsekwencje, kiedy nam się „nie uda“? Usprawiedliwienie się przychodzi nam znacznie łatwiej.

Oto cztery najpopularniejsze wymówki w różnych obszarach naszego życia:

zdrowie – „źle się dzisiaj czuję”, „nie dam rady”, „biomet jest dzisiaj niekorzystny”;

szczęście lub pech – „nie mam szczęścia do tego typu zadań – zawsze mi nie wychodzą”;

wiedza – „mam za mało wiedzy”, „jeszcze dwa kierunki studiów i otworzę swoją pierwszą firmę”;

wiek – „w moim wieku nie wypada już…”. I tak dalej i tak dalej.

 

Przemieszczając się pomiędzy tymi wymówkami, żonglując różnymi argumentami, zawsze „udaje się“ coś znaleźć na usprawiedliwienie, dlaczego się „nie udało“. Kiedy coś się nie udaje, to trudno szukać odpowiedzialności w sobie. To swoisty wytrych słowny, który zrzuca z nas odpowiedzialność, ale także zabiera i nie docenia naszej pracy. Bo jeśli coś nam się udało, to może znaczyć, że więcej w tym jest przypadku i szczęścia niż naszej pracy.

Zmiana na „zrobiłem”, „dokonałem“ ma znacznie większe korzyści i pozytywne konsekwencje. „Zrobiłem” – więc to ja na to miałem wpływ, a nie inni!

Motywacja do dalszego działania jest znacznie większa, dużo łatwiej się komunikować, bo komunikaty oparte są na faktach. Ponadto moje „ja” zostaje dowartościowane i zdecydowanie wzrasta wiara we własne umiejętności. Tak więc rób, a nie udawaj! Biegaj i przebiegaj!

 

Udostępnij ten wpis: